piątek, 13 grudnia 2013

Everything is different

   Obudziłam się w czyimś  łóżku,w nieznanym mi pokoju.Powoli,stopniowo odzyskuję czucie w nogach,rękach,w całym ciele.Mrugam stopniowo oswajając  się do panującego półmroku,i.. nagle zdaję sobie sprawę że nie jestem sama,że ktoś tu jest,bada każdy ruch mojego ciała,i zawzięcie się we mnie wpatruje.Gwałtownie nabieram tchu i oniemiałam zdając sobie sprawę kto to jest.Blondyn , ten sam któremu wpadłam w ramiona.Stoi w nogach łóżka i wpatruje się we mnie ,a ja w niego.Jego oczy wydają się być niedostępne .. widzę tylko piękny lazurowy odcień mieszający się z szarością.Z przemyśleń wyrywa mnie jego ciężki,zmęczony ton głosu.
-No proszę,proszę śpiąca królewna raczyła się obudzić.-Powiedział z drwiącym uśmieszkiem.Oblałam się na twarzy rumieńcem , nigdy tego nie kontrolowałam.Głos zastygł mi w gardle , pierwszy raz w życiu kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć.
-Kim Ty jesteś..?-Udało mi się wykrztusić.Spojrzał na mnie nieobecnymi  oczyma.
-Nazywam się Jared.Tyle powinno ci wystarczyć Ally.-Powiedział z wyższością w głosie , ale zaraz skąd On zna moje imię ?
-Skąd wiesz ja się nazywam ?-Spytałam z niepewnością.Jared podszedł do stolika nocnego obok mojego łóżka i wziął świstek papieru leżący na nim.
-Wiem o tobie dużo rzeczy Al.Wiem że twoje nazwisko to Dravers,wiem że masz szesnaście , oraz że twój tata jest w niebezpieczeństwie.-Dodał marszcząc brwi.Mój tata w niebezpieczeństwie,o nie,nie,nie,nie..
-Co ?! Jak to w niebezpieczeństwie ? Coś mu się stało ? Jest tutaj ?-    Prawie krzyczałam ale mało mnie to obchodziło.Przecież ja i Jared byliśmy tu sami...chyba.Nim się obejrzałam wyskoczyłam z łóżka i znajdowałam się dwa metry od niego.Pokusa żeby go dotknąć...przytulić,pocałować.Nie Ally nie myśl o tym.Nakazałam sobie w myślach.
-Nie mamy informacji o tym gdzie  aktualnie się znajduje. Podejrzewamy że jest cały,przy najmniej na razie.-Moje nogi były jak z waty.Opadłam ciężko na podłogę,ciągle szepcząc nie,to nie może być prawda,nie tylko nie to..Niespodziewane Jared chwycił mnie za biodra i podciągnął do góry.Odskoczyłam od niego jak oparzona,nie dam się zauroczyć.Mam ważniejsze sprawy na głowie,widziałam jak patrzy na mnie i mogłabym przyrzec że widziałam w jego oczach zaskoczenie.  
-Spokojnie znajdziemy go,ale najpierw trzeba Cię przeszkolić.
-Jak to przeszkolić ? Mój tata mnie szkolił.-Oburzyłam się.Może i  wyglądał na starszego,był dobrze zbudowany,ale to nie świadczy o tym że mógł mnie krytykować nie widząc mnie w akcji!
-Powiedzmy że jego szkolenie..nie było zbyt skuteczne.-Powiedział i zbliżył się do mnie tak że dzielił nas zaledwie metr.
-Skąd możesz wiedzieć czy jestem dobrze wyszkolona , skoro nie widziałeś jak walczę?-Oznajmiłam a on tylko się uśmiechnął i w mgnieniu oka zwisałam przewieszona przez jego ramię.Jego uścisk był stabilny,pewny,mocny.
-Puść mnie !-Wrzasnęłam a on zaśmiał się tak donośnie że echo śmiechu niosło się w dal.
-No już spokojnie!Już wiesz o czym mówiłem?
   Postawił mnie lekko na podłodze. Poślizgnęłam się , przygotowałam się na uderzenie.Jednak one nie nastąpiło , znów znalazłam się w jego opiekuńczych ramionach.Czułam się tam tak..bezpiecznie.Chciałabym móc tam zostać na wieczność.Jednak wyrwałam się z jego objęć z wielką niechęcią.
-Gdzie jest łazienka ?-Spytałam dumnie unosząc głowę.Wskazał palcem drzwi na prawo ode mnie,poszłam tam tak szybko jak mogłam.Zamknęłam drzwi na klucz i.. zamarłam na swój widok.Byłam blada,włosy miałam potargane i odstające na wszystkie strony,ubrania byłam w niebieską koszule nocną.Ciekawe kto mnie przebrał,myśląc o tym po czerwieniałam na twarzy  się na samą myśl że mógł to być Jared. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.Łazienka była małą ale wystarczyła,była w niej toaleta,prysznic i wielkie lustro przed którym przed chwilą stałam.Gorąca woda działała na mnie dziwnie kojąco.Jednak nie uchroniła mnie przed napływającymi łzami,zaczęłam płakać ze względu na ojca.Świadomość że coś mogło mu się stać.. dobijała mnie.Spędziłam 15 min na płakaniu pod prysznicem,nie chciałam stamtąd wychodzić.





____________________________
Ten rozdział(2) trochę krótki więc 
jeszcze w ten weekend pojawi się następny (3) :)
Bardzo dziękuję za 2470 wyświetleń!Jesteście
wspaniali ! Zapraszam do oceny i komentowania:)
Kontakt:http://ask.fm/Juls_pfk

niedziela, 8 grudnia 2013

Apparently Nothing

   Obudziłam się punkt 7:00 jakbym miała wewnętrzny zegar wstawania do  szkoły.Miałam zdrętwiałą rękę , w twarz wbijał mi się szkicownik rzuciłam go na podłogę.Wstałam z łóżka uświadamiając sobie że nie przebrałam się w piżamę , poszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie stare ubranie.Wzięłam 5 minutowy prysznic ubrałam czarne dżinsy i czerwoną znoszoną koszulkę,nie muszę się tu nikomu podobać przecież i tak stąd wyjedziemy.Niedbale przeczesałam szczotką brązowo - czarne włosy wzięłam torbę i zeszłam na dół.Spodziewałam się taty który śpi przed telewizorem ale zastałam tylko liścik a w nim 100 dolarów .
     " Ally wybieram się  na polowanie nie czekaj na mnie.Za 100 dolarów kup sobie obiad, lunch co będziesz chciała.Wrócę dziś bądź jutro.Kocham Cię Tata ."
Żołądek podszedł mi do gardła nienawidziłam gdy tata polował , był czas gdy próbowałam go przekonać że nie muszę chodzić do szkoły,ale on zawsze powtarzał że bez wykształcenia do niczego nie dojdę i robił mi wykłady.Tylko ja wiem kim chcę zostać dla mnie to było oczywiste.Chciałam polować na Upadłe Anioły.Otrząsnęłam się z wspomnień pośpiesznie weszłam do kuchni zjadłam płatki z mlekiem i wyszłam z domu.Przywitał mnie lekki ale przyjemny powiew wiatru,szkoła była 10 przecznic dalej więc bez pośpiechu ruszyłam w jej stronę.Po 10 minutach stanęłam przed szkołą,niepewnym krokiem wkroczyłam do niej.No pięknie pomyślałam zaraz po tym jak włożyłam swoje rzeczy do szafki,znowu jestem "Tą nową dziewczyną".Gdy pojawiam się w szkole zawsze gdy tylko przejdę słyszę szepty,wskazywanie palcami ,ale już się przyzwyczaiłam w końcu  ile można ludzie.Przestałam zwracać na to uwagę i tyle , po pewnym czasie to się robi po prostu nudne.Lekcje mijały jedna za drugą historia,Francuzki,geografia... 
      Miałam wrażenie że tkwię tam całe wieki , chciałam wrócić do domu i rzucić się tacie na szyję , opatrzyć mu rany.Oczywiście jeśli wrócił.Nienawidziłam tego że zawsze miałam wrażenie że tata już nie wróci , a potem wracał , poharatany ale wracał.

                                                   ***                                                 
Wróciłam do domu około 16 , zaraz po wejściu chciałam zawołać mojego ojca.Przecież może spać po podróży pomyślałam nagle , powiesiłam kurtkę na garderobę i poszłam na górę.Gdy stanęłam przed drzwiami do sypialni mojego taty coś przeszyło mnie na wylot, zła aura jak miliony szpilek wbiła się we mnie.
   Otworzyłam drzwi i ujrzałam tylko perfekcyjnie zaścielone łóżko i czarną torbę podróżną.Serce podeszło mi do gardła , a przez głowę przemknęła tylko jedna myśl.On wróci na pewno wróci.Musi wrócić.Poszłam do kuchni zjadłam pączki które kupiłam w drodze ze szkoły,cały czas myślałam o moim ojcu.Gdy jadłam,odświeżałam się w toalecie,przebierałam w piżamę,kładłam się spać.Tylko podczas rysowania ta myśl gubiła się,zapadała w pustkę,ciemność,zapomnienie.Po chwili zorientowałam się że ciągle coś rysuje.Spojrzałam na kartkę i moim oczom ukazał się rysunek zrujnowanego hotelu a przed nim liche auto mojego taty.Przeraziłam się,potrzebowałam teraz wsparcia ojca.Tego żeby mnie przytulił powiedział że wszystko będzie dobrze,że mam się nie martwić i skupić się na nauce.Naprawdę tego potrzebowałam jak nigdy.Odłożyłam szkicownik i przez parę minut wpatrywałam się w pusty,szary sufit mojego pokoju.W takich dniach człowiek zaczyna doceniać to co kiedyś było dla niego codziennością.Już po chwili zapadłam w sen.     
                                                                          ***

Byłam jak duch.Mogłam krzyczeć,lecz nikt mnie nie słyszał.Mogłam płakać ,lecz nie uroniłam żadnej łzy.Próbować pomóc,ratować,ostrzegać , ale tylko próbować.Widziałam hotel z mojego rysunku,widziałam ojca który do niego wchodził.Tuż za nim podążały dwie ciemne postacie.Potem słyszałam tylko krzyk,tłuczone szkło,pistolet,protestanckie głosy.Chciałam móc tam wejść pomóc tacie.Powiedzieć mu że ktoś go śledzi,że być może chcą go zabić.Nie mogłam zrobić nic z tych rzeczy.Mogłam tylko stać bezczynnie przed hotelem wpatrywać się we frontowe drzwi,z nadzieją że za chwile ujrzę w nich ojca.Całego i zdrowego,z dzikim wyrazem oczu jak zawsze po walce.Nie zobaczyłam nic.Obraz zaczął jaśnieć, coś zaczęło odciągać mnie od hotelu,to co mnie tam trzymało nagle puściło,a ja jak guma odleciałam prosto do swego domu.

                                                ***
     Obudziłam się niemal z krzykiem.Nie to nie mogła być prawda.To nie jest prawda,ale coś kazało mi w to nie wierzyć.Popatrzyłam na szkicownik z otwartym rysunkiem hotelu , i oniemiałam.Na szkicu pojawił się Upadły Anioł szczerząc złowieszczo żeby w pół uśmiechu.Pojawił się też również adres,miałam nadzieję że jest to prawdziwe.Ubrałam się w czarne dżinsy,szary podkoszulek i czarną bluzę na zapinanie.                 Pobiegłam do pokoju taty i wyjęłam z czarnej torby podróżnej mały pistolet,zabezpieczyłam go ,załadowałam i schowałam pod bluzę żeby nie było go widać.Zjadłam szybkie śniadanie,w pędzie ubrałam buty i wybiegłam z domu.Hotel nie znajdował się daleko jakieś 20 min drogi biegiem.Myślami ciągle wracałam do snu,do tego jak należy walczyć z Upadłymi.Ponieważ są one Upadłymi Aniołami nie mają już aureoli i trzeba celować w środek klatki piersiowej.Nim się obejrzałam dotarłam do hotelu,nie było przed nim auta mojego taty,może to wszystko było nie prawdą?Nie,muszę to sprawdzić.Nakazałam sobie wejść do budynku,odbezpieczyć broń i iść prosto przed siebie.Cudnie przeszukałam cały parter i nic tam nie znalazłam,weszłam schodami na 1 piętro i moim oczom ukazała się kurtka mojego taty.Szłam dalej z coraz bardziej dudniącym sercem,na końcu korytarza zobaczyłam błysk , już nie było odwrotu.Upadły wyszedł zza drzwi i zaatakował mnie w momencie ,w którym pociągnęłam za spust.Pierwszy wystrzał,drugi,trzeci...Po chwili wszystko ucichło ból w mojej głowie zelżał,ale moje ramię pulsowało jak najęte.Było rozcięte na całej długości,lecz po Upadłym nie było ani śladu.  
            Usłyszałam hałas,chwiejnym krokiem wyszłam z hotelu i pobiegłam do domu.Nie pamiętam jak weszłam do domu i poszłam do łóżka,ale właśnie tam spędziłam kolejne nieubłagane godziny.Mojego taty nie było,nie miałam pewności że w ogóle jeszcze żyje.Zabiłam pierwszego w życiu Upadłego i kompletnie nie wiedziałam co teraz zrobić.Nagle rozległo się głośne pukanie w drzwi,ożywiona wyskoczyłam z łóżka zbiegłam na dół,otworzyłam drzwi i moim oczom  ukazał się młody chłopak.Był wyższy ode mnie,miał złote włosy w świetle zachodzącego słońca,oraz lazurowe oczy które wpatrywały się we mnie z natarczywością.Zanim zdążyłam się odezwać poczułam piekący ból , tam gdzie zranił mnie Upadły Anioł i nim się obejrzałam pochłonęła mnie ciemność ,a ja wylądowałam prosto w ramionach chłopaka.


_________________________
Jest to 1 rozdział:)Mam nadzieję że się Wam spodoba
i Serdecznie dziękuję za 1500 wyświetleń ! <3 
Jeśli się wam spodobało komentujcie:)
Jeszcze raz Dziękuję.