A to tak dla zachęty :) (Opowiadanie będzie prowadzone na nowym blogu)
Znowu to samo, kolejny trener odszedł bo nie mógł znieść
mojego "charakterku".Znowu otrzymałam wykład od ojca że jestem ostatnim potomkiem z rodu Marson, jaka to jestem nieodpowiedzialna i przynoszę hańbę naszej rodzinie.Ojciec zawsze pyta mnie czemu trener odszedł, spytał i tym razem.
-Oj tato nie mam pojęcia!-zrobiłam najbardziej niewinną minę na jaką było mnie stać i popatrzyłam mu prosto w oczy.-Och.. Judy to już trzeci w tym miesiącu! Zaraz skończą mi się pomysły kto jeszcze mógłby Cię trenować.-Ścisnął swój nos palcami, marszcząc czoło.Zaświeciła się we mnie iskierka nadziei.
-A może już nie potrzebuje trenera.. ?-Spytałam siląc się na skruszoną minę i niepewność w moim głosie.
-Nie, nie ma takiej opcji.Masz dopiero siedemnaście lat!-Wybuchnął nagle, wściekłe iskierki zapaliły się w jego oczach.
-Za miesiąc osiemnaście.-Mruknęłam niezadowolona.Wiedziałam co mi zaraz powie, ile to muszę się jeszcze nauczyć bla bla bla.O dziwno jednak stało się inaczej.Tata opadł na swój fotel za biurkiem, bezradnie ciągnąć się za włosy.
- Na prawdę Judy.. Nie mam już na to siły, robię się coraz starszy musisz być gotowa żeby przejąć instytucję.Zadzwonię jeszcze do jednego trenera, jest bardzo młody ale doświadczony może z nim pójdzie Ci lepiej.-W chwili gdy wyciągał swój telefon, ja byłam już na korytarzu.Ruszyłam do swojego pokoju, mając nadzieje że nie spotkam nikogo po drodze.Gdy weszłam do pokoju od razu poszłam do szafy by się przebrać.Wzięłam swój strój do polowań.W rzeczywistości były to czarne leginsy oraz dopasowany top.Przebrana, wzięłam buty do ręki w drugiej trzymając miecz długości przedramienia i wyszłam na korytarz.Skradając się usłyszałam dobiegający z gabinetu głos ojca.
-Dziękuje Ci David, myślałem już że nikogo nie znajdę.-Zrobił chwilę przerwy, zapewne słuchając odpowiedzi.-Nie mam pojęcia dlaczego odchodzą.. mówią że Judy jest niezrównoważona i arogancka.-Ja ? Arogancka ? Nigdy w życiu!No może jestem trochę uparta ale z pewnością nie arogancka.W przypływie złości niemal upuściłam trampki na podłogę.Usłyszałam ciszy śmiech mojego ojca.
-Mam taką nadzieję.Cieszę się że możesz u nas być już jutro, Judy na pewno się ucieszy.-Ha! Jeśli chłopak jest mądry wie że tata kłamie.Ruszyłam dalej, podążając ciemnym korytarzem do drzwi frontowych.Byłam świadoma że przechodząc przez próg łamie wszystkie zasady, łamie je co wieczór wykradając się potajemnie by polować na Upadłych i inne stwory nocy.
Zdeterminowana założyłam trampki i ruszyłam w stronę ciemnego lasu, kurczowo ściskając miecz ręce.
***
Obudziły mnie głosy dobiegające z korytarza.Jęknęłam i naciągnęłam na głowę poduszkę.Po paru minutach usiadłam na łóżku, leniwie się przeciągając.Spojrzałam na zegarek 8:00.Ugh.. mam nadzieję że ten kto mnie obudził będzie miał dobrą wymówkę.
Właśnie wtedy sobie uświadomiłam,że to pewnie mój nowy trener przyjechał.Uśmiechnęłam się sama do siebie, witam w mojej grze trenerze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz