wtorek, 3 czerwca 2014

PROLOG NA NOWYM BLOGU

Prolog na nowym blogu dostępny jest TUTAJ

A to tak dla zachęty :) (Opowiadanie będzie prowadzone na nowym blogu)



 Znowu to samo, kolejny trener odszedł bo nie mógł znieść 

mojego "charakterku".Znowu otrzymałam  wykład od ojca że jestem ostatnim potomkiem z rodu Marson, jaka to jestem nieodpowiedzialna i przynoszę hańbę naszej rodzinie.Ojciec zawsze pyta  mnie czemu trener odszedł, spytał i tym razem.
-Oj tato nie mam pojęcia!-zrobiłam najbardziej niewinną minę na jaką było mnie stać i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Och.. Judy to już trzeci w tym miesiącu! Zaraz skończą mi się pomysły kto jeszcze mógłby Cię trenować.-Ścisnął swój nos palcami, marszcząc czoło.Zaświeciła się we mnie iskierka nadziei.
-A może już nie potrzebuje trenera.. ?-Spytałam siląc się na skruszoną minę i niepewność w moim głosie.
-Nie, nie ma takiej opcji.Masz dopiero siedemnaście lat!-Wybuchnął nagle, wściekłe iskierki zapaliły się w jego oczach.
-Za miesiąc osiemnaście.-Mruknęłam niezadowolona.Wiedziałam co mi zaraz powie, ile to muszę się jeszcze nauczyć bla bla bla.O dziwno jednak stało się inaczej.Tata opadł na swój fotel za biurkiem, bezradnie ciągnąć się za włosy.
- Na prawdę Judy.. Nie mam już na to siły, robię się coraz starszy musisz być gotowa żeby przejąć instytucję.Zadzwonię jeszcze do jednego trenera, jest bardzo młody ale doświadczony może z nim pójdzie Ci lepiej.-W chwili gdy wyciągał swój telefon, ja byłam już na korytarzu.Ruszyłam do swojego pokoju, mając nadzieje że nie spotkam nikogo po drodze.Gdy weszłam do pokoju od razu poszłam do szafy by się przebrać.Wzięłam swój strój do polowań.W rzeczywistości były to czarne leginsy oraz dopasowany top.Przebrana, wzięłam buty do ręki w drugiej trzymając miecz długości przedramienia i wyszłam na korytarz.Skradając się usłyszałam dobiegający z gabinetu głos ojca.
-Dziękuje Ci David, myślałem już że nikogo nie znajdę.-Zrobił chwilę przerwy, zapewne słuchając odpowiedzi.-Nie mam pojęcia dlaczego odchodzą.. mówią że Judy jest niezrównoważona i arogancka.-Ja ? Arogancka ? Nigdy w życiu!No może jestem trochę uparta ale z pewnością nie arogancka.W przypływie złości niemal upuściłam trampki na podłogę.Usłyszałam ciszy śmiech mojego ojca.
-Mam taką nadzieję.Cieszę się że możesz u nas być już jutro, Judy na pewno się ucieszy.-Ha! Jeśli chłopak jest mądry wie że tata kłamie.Ruszyłam dalej, podążając ciemnym korytarzem do drzwi frontowych.Byłam świadoma że przechodząc przez próg łamie wszystkie zasady, łamie je co wieczór wykradając się potajemnie by polować na Upadłych i inne stwory nocy.
  Zdeterminowana założyłam trampki i ruszyłam w stronę ciemnego lasu, kurczowo ściskając miecz  ręce.

                                                      

                                             ***
  Obudziły mnie głosy dobiegające z korytarza.Jęknęłam i naciągnęłam na głowę poduszkę.Po paru minutach usiadłam na łóżku, leniwie się przeciągając.Spojrzałam na zegarek 8:00.Ugh.. mam nadzieję że ten kto mnie obudził będzie miał dobrą wymówkę.

Właśnie wtedy sobie uświadomiłam,że to pewnie mój nowy trener przyjechał.Uśmiechnęłam się sama do siebie, witam w mojej grze trenerze.





Welcome !

I tak oto powstał nowy blog :) Zapraszam TU

wtorek, 27 maja 2014

UWAGA!

Hej kochani.Jeśli ktokolwiek zagląda jeszcze na tego bloga chcę go serdecznie przeprosić za to że rozdziały sie nie ukazywały.Postanowiłam zawiesić bloga ze względu braku weny.Ta historia którą stworzyłam w głowie jest a raczej była cudowna.Niestety już jej nie zrealizuje.Mam też dobrą wiadomość ! Postanowiłam  zmodyfikować tą historię by była ciekawsza i powstanie blog z jej ulepszoną wersją! Mam nadzieje że będzie o niebo lepszy od tego i że oczywiście wy się nie zawiedziecie.Gdy skończę wygląd bloga będziecie mogli znaleźć go w następnym poście .
Mam nadzieję że uszanujecie mój wybór i spodoba wam się ulepszenie zaczętej już przeze mnie historii. 

                                                                             Julia Xx

poniedziałek, 24 marca 2014

Heaven

    Boję się , tak bardzo się boje.Dziś idę  na moje pierwsze,oficjalne polowanie.Oczywiście Rada (Dowiedziałam się o niej wczoraj ) nie pozwoliłaby żebym była bez ochrony, choć oświadczyłam Maksowi że wolę nie iść w ogóle niż iść z kimś.Z Radą muszę komunikować się przez Maksa , tutaj traktują ją jak świętość,wydaje mi się że jest ona czymś na wzór dowódców Łowców Upadłych.Przez ostatnie dwa tygodnie Jared nie wspomniał ani słowem o naszym pocałunku , uznałam więc że dla niego to była pomyłka, rozkojarzenie.Nie będę natrętna , pogodziłam się z tym.Choć muszę przyznać treningi z nim wcale nie stały się łatwiejsze, ćwiczyłam dwa razy tyle co przedtem.Zawsze gdy po treningu chciałam złapać Jareda on po prostu gdzieś znikał, po jakimś czasie przestałam się starać.Postanowiłam że on mnie nie rozkojarzy, zrobię to dla taty.Coraz bardziej za nim tęsknie, oczywiście nikomu tego nie powiedziałam.Nie chcę żeby znali jakąkolwiek moją słabość.
    Zabije pierwszego upadłego dla taty, zabije pierwszego upadłego dla taty.. Snułam tę myśl przez całą drogę.Właściwie nie mam pojęcia do kąt jedziemy,nie wiem praktycznie nic.Rozpoznawałam okolicę, byłam tu kiedyś.Ach.. no tak jesteśmy w Chicago.Wolałam nie zadawać zbyt dużo pytań, więc nie zapytałam dlaczego akurat to miejsce.Gdy dojechaliśmy wysiadłam z auta i zaczęłam siłować się z bagażnikiem.
-Daj, pomogę ci.-Odezwał się niecierpliwie Jared.
-Dzięki, właściwie dlaczego musiałam jechać z tobą?-Te pytanie nurtowało mnie za bardzo żebym go nie zadała.Jared odwrócił głowę w moją stronę i uniósł brew.
-Ponieważ jesteś za mało doświadczona by móc polować sama.-Powiedział ze znużeniem, wpatrując się we mnie tymi pięknymi oczami..Po chwili podał mi mały pistolet, automatycznie go rozpoznałam mój tata używał takiego samego. Założyłam pistolet za pasek.
-A to żebyśmy zostali w kontakcie.-Powiedział podając mi maleńką słuchawkę.Włożyłam ją do ucha i załączyłam.
-Myślałam że pójdziesz ze mną.-Odparłam spuszczając wzrok.Spojrzał na mnie, a w kącikach jego ust krył się uśmiech.
-Przed sekundą pytałaś się mnie dlaczego musiałem z tobą jechać, a teraz chcesz żebym szedł z Tobą?-Spytał wpatrując się gdzieś za mnie.Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć ponieważ miał racje.Pierwsza myśl która wpadła mi do głowy była bardzo głupia, ale moje usta jakby na ten moment przestały mnie słuchać.
-Czułabym się bezpieczniej gdybyś był obok..-Patrzyłam wszędzie byle nie na jego twarz.Teraz pewnie zrobi mi kazanie że powinnam się zdecydować..W końcu popatrzyłam na jego twarz.Nie potrafiłam odczytać z niej żadnych emocji, zupełnie jakby nosił maskę.
-Nie zawsze będę obok.Powinnaś zrobić to sama dla własnego dobra.-Przybliżył się do mnie tak że prawie stykaliśmy się nosami.
-I pamiętaj-Wyszeptał-Celuj w serce.-Powoli pokiwałam głową.
       Ukryłam się i czekałam, z każdą sekundą moje serce biło coraz szybciej.Po pewnym czasie zobaczyłam Upadłego, wabił swoją ofiarę do opuszczonego magazynu.Odetchnęłam i wkroczyłam za nim, starając się być możliwie najciszej.Zobaczyłam jak Upadły powoli zaczyna wysysać życie ze swojej ofiary.Teraz albo nigdy.
Strzeliłam jeden, drugi, trzeci raz aż w końcu upadły upadł nie żywy na podłogę.Dzowniło mi w uszach, nie mogłam uwierzyć w to co właśnie zrobiłam.Usłyszałam głos Jareda, kazał mi wrócić.Ja jednak nie posłuchałam wyjęłam z ucha słuchawkę i podeszłam do nieprzytomnego mężczyzny.Zobaczyłam głęboką ranę na jego ramieniu.Wyciągnęłam z kieszeni nóż, odcięłam kawałek swojej koszulki i zatamowałam krwawienie.Dumna włożyłam nóż z powrotem do kieszeni, odwróciłam się i zderzyłam się z klatką piersiową Jared'a.
-Miałaś wrócić do samochodu-Powiedział z goryczą w głosie.Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Miałam dać się mu wykrwawić?
-To co się z nim stanie to nie nasza sprawa.-Powiedział po czym odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
-Zaraz, mamy zabijać upadłych ale nie wolno nam ratować ofiar?Równie dobrze mogłabym zostawić go upadłemu!-Jared spojrzał na mnie, jego oczy wręcz płonęły.Podszedł do mnie,myślałam że chce mnie uderzyć ale on złączył nasze usta w głębokim pocałunku.Wplotłam dłonie w jego włosy i przyciągnęłam go jeszcze bliżej.Całowaliśmy się tak dopóki Jared się nie odsunął i szepnął.
-Chodź chcę ci coś pokazać.-Pokiwałam głową i ruszyłam do drzwi.Za parę minut mknęliśmy po autostradzie.Nie miałam pojęcia gdzie właściwie jedziemy ale nie obchodziło mnie to.Najważniejsze było to że zabiłam upadłego.A no i oczywiście to że Jared znowu mnie pocałował.Kiedy słońce zaczęło zachodzić Jared zakrył mi oczy i poprowadził do miejsca w które mnie zabrał.Szliśmy pod górkę, poczułam na twarzy ostatnie promienie zachodzącego słońca.Kiedy odkrył mi oczy zobaczyłam piękną dolinę która zlewała się z fioletowo-różowym niebem.Czyłam się jakbym lada moment miała odlecieć na skrzydłach, zupełnie jak... Anioł.
-Podoba ci się?-Spytał Jared uśmiechając się.
-Tak bardzo.To miejsce jest magiczne.
-Jedynie tu jestem sobą.-Powiedział patrząc na niebo.Stanęłam przed nim i mocno go pocałowałam.Pierwszy raz od dawna zapomniałam o tym, że mój Ojciec został porwany,że walczymy z upadłymi, zapomniałam o wszystkim czułam się jakbym była w Niebie...


_________________________________________
Mam nadzieję że rozdział się spodobał.
Bardzo przepraszam że musieliście tyle czekać ale niestety nie miałam czasu pisać;C
Ten rozdział chcę zadedykować Agacie która motywowała mnie do pisania i to tylko dzięki niej ten rozdział powstał.
Bardzo Ci dziękuję ;***
 Info o rozdziałach i nie tylko



środa, 1 stycznia 2014

Dream

   Przebrałam się w strój do ćwiczeń,rozmyślając o tym co ja właściwe chcę mu powiedzieć.Postanowiłam że to wyjaśnię i tak właśnie zrobię.Tylko nasuwa się jedno istotne pytanie.O co tak właściwie chciałam spytać?Dlaczego mnie pocałował a potem zachowywał się jakby nigdy nic , a nawet starał się mnie unikać?Gdybym nie była na niego tak wściekła pewnie zostawiła tę sprawę w spokoju.Niestety moje dalsze rozmyślanie i układanie planu poszły na marne gdy ktoś zapukał w drzwi.Wstałam z łóżka,otworzyłam drzwi.Moje serce wykonało kilka energicznych obrotów gdy ujrzałam Jared'a.
-Chodź pora na trening.-Przez chwilę zatraciłam się w jego lazurowych pięknych oczach.
-Przecież nasz trening zaczyna się dopiero za pół godziny.-Zaprotestowałam.Starałam się przyjąć chłodny ton,choć pewnie zabrzmiało to błagalnie.
-Tak ale dziś mam jeszcze parę spraw do załatwienia.Idziesz czy nie?-Jared przewrócił oczami , wziął mnie za nadgarstek i naciągnął do sali treningowej.Przez całą drogę oboje milczeliśmy.Czasem mam wrażenie że Jared po prostu mnie nie lubi.Jednego dnia się ze mną całuje a drugiego nienawidzi.Chyba nigdy nie pojmę Jared'a.
-Zacznij od tego co zwykle, potem powiem Ci co dalej.-"To co zwykle" znaczyło mniej więcej tyle , że ja biegałam,robiłam przysiady a Jared chodził i mnie krytykował.Cały czas zastanawiałam się kiedy w końcu będziemy uczyć się ciosów.Gdy o to pytałam Jared odpowiadał że najpierw muszę mieć czym walczyć.Bardzo mnie to irytowało,ponieważ jak na dziewczynę miałam całkiem nieźle wyćwiczone ciało.
    Trening ciągnął się w nieskończoność.Po 30 minutach byłam padnięta.
-Och Al , widzę że się zmęczyłaś.-Wyszczerzył się do mnie.Jeszcze tego brakowało!Ja tutaj wyciskam z siebie siódme poty,a On tylko się uśmiecha na prawo i lewo.
-No coś ty.-Powiedziałam ledwo łapiąc oddech.Byłam wykończona.
-Szkoda że jesteś tak pełna energii.Na dzisiaj to koniec treningu.
-Naprawdę ?!-Wykrzyknęłam,nie marzyłam o niczym innym jak o spaniu.Dobrze że pozostała mi energia na hm.. dość niekomfortową rozmowę z Jared'em.Odwróciłam się żeby powiedzieć co o tym wszystkim myślę i .. już go nie było.Nawet się ze mną nie pożegnał !Odezwał się cichy głosik w mojej głowie.No cóż załatwię to jutro.
    Wezbrała się we mnie fala wściekłości.Dlaczego On się tak zachowuje ?!Czy ja mu coś zrobiłam?!Nagle odechciało mi się spać,za to miałam wielką ochotę jeszcze potrenować.Niedawno ktoś przyniósł tutaj worek treningowy,gdyby tak wyciągnąć go z tego kąta i dać na środek sali.. Trochę się mocowałam ale w efekcie końcowym worek znajdował się dokładnie po środku.Teraz Ally skup się.Usłyszałam znany głos taty.Najpierw prawy sierpowy,potem noga , reszta jest jak Tango.Trzeba to poczuć.

                                                     ***
  Wracałem do sali treningowej po komórkę , gdy uzmysłowiłem sobie że ktoś tam jest.Ostrożnie wejrzałem przez uchylone drzwi.Ujrzałem Ally.Nie , nie Ally jaką dotychczas znałem.
   Widziałem tylko sprawne,szybkie ciosy padające raz za razem.Być może Al jednak nie była taka jak powiedział Max"Bezużyteczna".Muszę mu natychmiast o tym powiedzieć!
  Komórkę zabiorę później,no chyba że ona ją wcześniej dorwie.Pobiegłem do gabinetu Max'a chichocząc pod nosem.

                                                    ***
   Dzisiejszy trening był tysiąc razy gorszy!Co ja sobie myślałam trenując wczoraj do nocy.Mam wrażenie że Jared sprawdzał moją wytrzymałość.Najpierw kazał uderzać mi pięściami w powietrze jak najszybciej potrafię,następnie zrobiłam co najmniej  50 okrążeń sali.
   Na moje szczęście Jared nigdzie się dziś nie śpieszył.Wczoraj w nocy układałam bieg wydarzeń , który zawsze kończył się kompletną klapą!Wypytałam dziś trochę Max'a o Jared'a,powiedział że jeśli mam do niego sprawę mam powiedzieć to wprost.
   Gdy oznajmił koniec treningu (a właściwie tortury) postanowiłam "powiedzieć wprost" to co muszę.
-Jared muszę Cię o coś spytać.
-Hmm..?-Uniósł pytająco brew.
-Dlaczego najpierw mnie pocałowałeś , a potem zachowujesz się jakbyś mnie nienawidził?-Powiedziałam na jednym wdechu.Jego oczy nagle zrobiły się całe czarne i.. zarz , zaraz czy on się o mnie martwi?Pięknie jeszcze pomyśli że coś ze mną  nie tak.Parę razy otworzył i zamknął usta.Po raz pierwszy zabrakło mu słów.
-Ja ... Znaczy my.. to znaczy bo widzisz..-Zrobił do mnie maślane oczy.O nie,to już na mnie nie zadziała.
-Nie , niestety nie widzę.
-Nie chciałem żebyś..-Nagle zamilkł.Nie musiał nic mówić, wiem co chciał powiedzieć " Nie chciałem żebyś odwzajemniła pocałunek, to był przypadek ".Zaczęłam się odwracać,gdy czyjaś mocna ręka spoczęła na moim ramieniu.Jared wziął moją twarz w ręce i przymusił do patrzenia sobie w oczy.Wziął głęboki oddech i dokończył zdanie.
  -Nie chciałem żebyś wzięła mnie za jakiegoś.. parszywego podrywacza.Ja naprawdę taki nie jestem...Przepraszam.-Jared mnie przepraszał.Nie,nie chciałam jego przeprosin,chciałam znów zatracić się z nim w pocałunku.Oderwał ręce od mojej twarzy,szybko nakryłam je swoimi dłońmi.Jared powoli zbliżył swoją twarz do mojej,najpierw pocałował mnie lekko w usta jakby czekał na pozwolenie.W odpowiedzi tylko przywarłam do niego mocniej ,lekki pocałunek zamienił się w prawdziwy płomień.Nie mam pojęcia przez ile się całowaliśmy,miałam wrażenie że zegary na całym świecie zaczęły się cofać.Oderwaliśmy się od siebie,jedak jego ręce wciąż były na mojej talii (Nie mam pojęcia jak się tam znalazły) , a ja nie chciałam żeby mnie puścił.
  -Chyba powinnam już pójść.-Powiedziałam starając się przyjąć najnormalniejszy ton.
-Dobranoc Ally.-Powiedział z ustami przy moim uchu.Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.Ruszyłam przez salę.Gdy znalazłam się w moim pokoju opadłam na łóżko, zasnęłam nie przebierając się.Byłam zbyt zmęczona.Ależ ja kocham ten dzień !



____________________________
Mam nadzieję że rozdział się spodobał:)
Ogromne dzięki za 4770 wyświetleń !
Jesteście wspaniali.Dziękuję za wszystkie komentarze,polecenia w google za wszystko.Chciałabym podziękować szczególnie Wiktorii, która odpowiada za nowy wygląd bloga :3 Dziękuję Ci kochana <3

wtorek, 24 grudnia 2013

Scream in silence

    Treningi z Jared'em były wręcz wyczerpujące.Niespełna dwa dni po pierwszych czterech treningach,byłam cała poobijana i obolała.Trenowaliśmy codziennie rano i wieczorem , przez 3 godziny.Jared zdawał się zapomnieć o naszym pocałunku.Zaraz po treningu odchodzi bez pożegnania,nie przychodzi mnie budzić.Jakby to że się pocałowaliśmy go speszyło.Być może to jest tutaj zakazane?Spytam Max'a , co dzień  po południu mam z nim zajęcia.Twierdzi że moja wiedza jest mała,ale szybko przyswajam nowe informacje.Zgadzam się z nim,dowiedziałam się że niektórzy Upadli są nieokiełznani jak zwierzęta.Spojrzałam na zegar w moim pokoju dochodziła 15 powinnam pójść do Max'a.Wychodząc z pokoju rozejrzałam się po korytarzu,zawsze tak robię dla bezpieczeństwa , oraz żeby przekonać się cze może Jared'a gdzieś tu nie ma.
     Dotarłam do pokoju Max'a,coraz lepiej orientowałam się w tym miejscu.Zapukałam w ciężkie drewniane drzwi trzy razy,w końcu Max otworzył witając mnie promiennym uśmiechem.
-Wejdź Al ,miałem dziś odwołać zajęcia z powodu obowiązków ale mamy 30 min.-Powiedział usadawiając się na wielkim fotelu za biurkiem. 
-Dobrze że chociaż tyle.-Uśmiechnęłam się nieszczerze , co chyba nie uszło jego uwadze.
-Coś się stało Ally ?-To moja jedyna szansa.Tylko jak mam o to zapytać ? Pocałowałam Jared'a czy to ma jakiś wpływ na jego stanowisko?Hmm.. chyba lepiej będzie jeśli nie będę kombinować.
-Czy.. jeżeli w tym miejscu chłopak pocałuje się z dziewczyną to ma jakiś wpływ na jego stanowisko?-Przez chwilę Max wydał się rozbawiony,jednak gdy zobaczył że mówię poważnie zastanowił się nad pytaniem.
  -Wiesz Ally rzadko kiedy ktoś mnie o to pyta.Nie,nie ma to wpływu na jego stanowisko jednakże nie zapominaj że jesteśmy łowcami.-Pogubiłam się,nie ma wpływu na stanowisko a jednak ma ?
-Czyli .. nie jest to mile widziane?
-Dokładnie, Ally bo widzisz z miłości ludzie skaczą w ogień,a my potrzebujemy ich jak najwięcej nie można ryzykować.-Spojrzał na zegarek na ręce i zmarszczył brwi.
-Na mnie już czas Al.Idź do swojego pokoju o 18 przyjdzie po Ciebie Jared.
-Dobrze Max.-Odwróciłam się i właśnie wychodziłam gdy Max krzyknął.
-Nie zapominaj Ally że Jared lubi bawić się kobietami!-Po tych słowach zrobiłam się czerwona jak burak i w oszołomieniu poszłam do pokoju.Zostało mi dwie i pół godziny przed przyjściem Jared'a.Przed treningiem,oraz przed trudną rozmową jaką musiałam z nim przeprowadzić.Postanowiłam że nie będę zachowywać się tak arogancko jak on.Jeśli on o tym zapomniał dobrze , jednak ja o tym nie zapomniałam.Właśnie to trzeba wyjaśnić. 




_____________________________
Rozdział krótki więc niedługo ukaże się kolejny:)
Jak obiecałam jest to "rozdział specjalny" tą specjalnością jest mały konkurs :D Polega on na tym że w kom opisujecie wybraną postać może to był tata Ally,Jared itd.Osoba której opis najbardziej mi się spodoba otrzyma nagrodę w postaci opowiadania z jej głównym udziałem:) Macie czas do 30 grudnia ze zwycięzcą skontaktuję się przez e-maila i uzgodnię z nim szczegóły :3 Jeśli macie jeszcze jakieś pytania piszcie :)
Pozdrawiam Juls ;*

Kontakt:http://ask.fm/Juls_pfk

sobota, 21 grudnia 2013

Relief in Action

     Szłam długim,ciemnym korytarzem.Nie widziałam nic.Zagłębiałam się w ciemność.Każda sekunda była nie skończona,cisza tak potworna że aż piękna.Nagle słyszę głos.Słaby, cichy,wyczerpany głos mojego ojca.
   -Ally... nigdy nie ufaj złu.
-Ale tato jak mam je rozpoznać? 
-Zło jest niepozorne pamiętaj o tym..-Po tych słowach wszystko się rozwiało, i znów byłam tylko ja i nieskończoność.Szłam za muzyką która dobiegała gdzieś z oddali.Zobaczyłam drzwi z mosiężną klamką,weszłam do środka.Muzyka ucichła.Zobaczyłam piękne białe pianino.Sala była ogromna , wysoki okrągły sufit,biało-niebieskie ściany wszystko było piękne.Nagle muzyka pojawiła się tak samo niespodziewanie jak za pierwszym razem.Zobaczyłam kto ją gra.Jared który szeptał coś niezrozumiale.Słowa w kocu ułożyły się w dwa słowa.Obudź się,obudź się,obudź się.
                                           ***
   -Ally pora wstawać !- Ktoś kto trzymał mnie za ramiona i przyciskał do łóżka.
-Puść mnie!-Próbowałam się wyrwać,lecz dotyk rąk na mojej skórze był równie znajomy jak oddychanie.
-Spokojnie!Tu tylko ja ! Jared,pamiętasz mnie jeszcze ?-Otworzyłam oczy i zobaczyłam głupawy uśmiech Jared'a.
-Zapamiętam Cię jeszcze bardziej jak mnie nie puścisz .-Czemu On mnie dalej trzyma ? Nie chcę żeby mnie puścił. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy,teraz dostrzegłam w jego oczach nie tylko Kolor lazurowy ale odcień zieleni.Powoli puscił moje ramiona,jeszcze wolniej wstał z łóżka.
-Która godzina ?-Mimo snu nadal byłam straszliwie wyczerpana.
    Miałam wrażenie że w ogóle nie spałam.Co było bardzo  prawdopodobne.
-Dochodzi 5:30.
-Dlaczego obudziłeś mnie tak wcześnie?-Jared udał urażoną minę co trochę mnie śmieszyło.
-Jak to dlaczego ? A trening ? Tylko mi nie mów że zapomniałaś.-       Racja trening ! Wypadło mi to z głowy.To Jared tak na mnie działa
-Wyjdź na korytarz.-Przez chwile widziałam zaskoczenie w jego oczach, jakbym poprosiła go żeby zostawił mnie w obliczu śmierci.
-Po co ?-Trochę rozbawiło mnie jego zaskoczenie.
-Muszę się przebrać.To że ty jesteś rannym ptaszkiem,nie znaczy że ja jestem.-Jared tylko się uśmiechnął i wyszedł.Ruszyłam do łazienki,ubrałam się w zielony top na ramiączkach i czarne leginsy.
Nie mam pojęcia dlaczego ale strasznie się stresuję.Może to dlatego że boję się że będę słaba ? Może dlatego że w obecności Jared'a moje ciało wrze? Tak to z pewnością dlatego.Nawet nie wiem gdzie jest sala treningowa,pomyślałam wychodząc z pokoju.Jednak to zmartwienie minęło gdy zderzyłam się z Jared'em ,wychodząc z pokoju.
-Przepraszam-wybąkałam i minęłam go szybkim,zwinnym ruchem.
Jared ruszył przodem nie odzywając się przez całą drogę do sali treningowej.Dotarliśmy do sali treningowej w niecałe 5 minut,gdy do niej weszliśmy ujrzałam różne sprzęty.W prawym kącie pokoju znajdowała się siatka , która sięgała sufitu.Po lewej stronie znajdywały się materace.Hmm.. dziwne same materace bez żadnych urządzeń wokoło.
-Zaczniemy od belki-Powiedział Jared wskazując materace.
-Jakiej belki?Tam są tylko materace.-Jared wziął mnie pod brodę i skierował głowę ku górze.Zobaczyłam belkę która biegła od siatki do drabinki,której wcześniej nie zauważyłam.
-Jak ja tam wejdę ?
-Wepniesz się po siatce przejdziesz do drabinki i gotowe.-Pewnie dla Ciebie to prościzna.
-Będę mieć jakieś.. zabezpieczenia ?
-Nie ufasz mi ? Będę Cię ubezpieczał na dole.-Jeśli miało mi to dodać otuchy nie podziałało.Jednak nie zważając na strach ruszyłam w stronę siatki.To nie jest tak wysoko,to nie jest tak wysoko.Te słowa wypełniały mój umysł gdy wspinałam się po siatce.W mgnieniu oka znalazłam się na górze.Tutaj siatka się kończyła,musiałam wejść na chudą belkę.Nie okazuj strachu Ally.
Przypomniały mi się słowa mojego ojca "Jeśli kiedykolwiek będziesz się bać,nie okazuj tego to da Ci przewagę".Weszłam na belkę.Chwiejnym krokiem ruszyłam przed siebie , starając nie patrzeć się w dół.Nagle  moja noga się potknęła a ja zaczęłam lecieć w dół.Zdawało mi się że lecę bez końca,jednakże w ostatnim momencie ktoś mnie złapał.Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Jared'a."Będę Cię ubezpieczał na dole" zaufałam mu.Zdałam sobie z tego sprawę dopiero teraz , ale tak było.Ufałam Jared'owi.Patrzyliśmy sobie w oczy , Jared zbliżył swoją twarz ku mojej , nasze wargi spotkały się.Z początku lekko jednak po chwili między nami wybuchła iskra która nas wypełniła.



_________________________________
Mam nadzieję że 4 rozdział również przypadł wam do gustu:)
Co stanie się z Ally i Jared'em ?
Czy ich pocałunek zmieni wszystko?
Czy okaże się że popełnili kolosalny błąd ?
Chcecie się dowiedzieć ? 24 grudnia rozdział specjalny !